Podwyższenie Krzyża Świętego.

(14 września)

Msza św.
na Podwyższenie Krzyża Świętego

Introit

A my winniśmy chlubić się z Krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, w którym jest zbawienie, żywot i zmartwychwstanie nasze, przez którego zbawieni i uwolnieni jesteśmy. Ps. Bóg niech się zmiłuje nad nami i błogosławi nam: niech rozjaśni oblicze swoje względem nas i niech się zmiłuje nad nami.

V. Chwała Ojcu...

Modlitwa Kościoła

Boże, który w dniu dzisiejszym radość nam sprawiasz uroczystą rocznicą Podwyższenia Krzyża świętego, daj prosimy Cię, abyśmy mogli otrzymać w niebie owoc odkupienia Tego, którego tajemnicę Krzyża poznaliśmy na ziemi. Przez tegoż Pana...
Amen.

Lekcja

Lekcja z listu św. Pawła Apostoła do Filipian. Bracia: To bowiem rozumiejcie, co i w Chrystusie Jezusie, który mając naturę Bożą nie poczytywał swej równości z Bogiem za przywłaszczenie, ale wyniszczył samego siebie przyjąwszy naturę sługi, stawszy się podobnym do ludzi i dla swego sposobu życia uznany był za człowieka. Uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa. Dlatego i Bóg wywyższył Go, i nadał Mu Imię przewyższające wszelkie imię (tu się przyklęka), aby na Imię Jezusa zginało się wszelkie kolano mieszkańców niebios, ziemi i podziemia, i żeby wszelki język wyznawał, że Jezus Chrystus jest Panem w chwale Boga Ojca.

Gradual

Chrystus stał się za nas posłusznym aż do śmierci, a była to śmierć krzyżowa.

V. Dlatego i Bóg wywyższył Go, i nadał Mu Imię przewyższające wszelkie imię.
Alleluja, Alleluja.

V. Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, ty słodkie niesiesz brzemię; tyś jedno było godne podtrzymywać Króla niebios i Pana.
Alleluja.

Ewangelia

Pan z wami. I z duchem twoim.

Z Ewangelii według św. Jana. Onego czasu: rzekł Jezus rzeszom żydowskim: Teraz jest sąd świata, teraz książę tego świata precz wyrzucony zostanie. A ja, gdy nad ziemię podwyższony będę, wszystko do siebie przyciągnę (a mówił to oznajmując, jaką śmiercią miał umrzeć). Odpowiedziała Mu rzesza: My słyszeliśmy z Zakonu, że Chrystus trwa na wieki, a jakoż Ty powiadasz, że trzeba, aby podwyższony był Syn Człowieczy? Któż to jest Syn Człowieczy? Rzekł im tedy Jezus: Jeszcze tylko krótko światłość będzie pośród was. Chodźcie, póki światłość macie, aby was ciemności nie ogarnęły, a kto w ciemności chodzi, nie wie dokąd zdąża. Dopóki światłość macie, wierzcie światłości, abyście synami światłości byli.

Offertorium

Pan z wami. I z duchem twoim.

Módlmy się. Osłaniaj, Panie, lud swój znakiem Krzyża świętego od wszelkich zasadzek wszystkich nieprzyjaciół, abyśmy miłe Tobie hołdy składali i ofiara nasza stała się godna przyjęcia. Alleluja.

Sekreta

Gdy posilać się mamy Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który uświęcił sztandar Krzyża, błagamy Cię, Panie, Boże nasz: jakeśmy dopuszczeni do oddawania czci Krzyżowi, tak niechaj na wieki otrzymamy owoce jego chwalebnego odkupienia. Przez tegoż Pana...

Prefacja o Krzyżu świętym

Prawdziwie godne to jest to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, Byśmy zawsze i wszędzie dzięki Tobie czynili, Panie święty, Ojcze wszechmogący, wiekuisty Boże; Któryś zbawienie rodzaju ludzkiego na drzewie Krzyża dokonał, aby skąd śmierć początek wzięła, stamtąd i życie zmartwychwstało i aby ten, który na drzewie zwyciężył, przez drzewo również był pokonany. Przez Chrystusa Pana naszego.

Przez Niego Majestat Twój wychwalają Aniołowie, wielbią Panowania, ze drżeniem czczą Mocarstwa.

A wspólnie z nimi w radosnym uniesieniu sławią Niebiosa, Moce niebieskie i błogosławione Serafiny.

Dozwól, błagamy, aby i nasze głosy przyłączyły się do nich i ze czcią uniżoną wymawiały:

Komunia

Przez znak Krzyża od nieprzyjaciół naszych wybaw nas, Boże nasz.

Pokomunia

Módlmy się. Przybądź nam, Panie, Boże nasz! I sprawiając nam radość z oddawania czci Krzyżowi świętemu, wspieraj nas zawsze jego obroną. Przez Pana...

KAIĄŻKA KALWARYJSKA GÓRY ŚWIĘTEJ ANNY
Wydawnictwo św. Krzyża w Opolu 1962 rok

góra


14 września.

Uroczystość
Podwyższenia Krzyża świętego

(Nastąpiło około roku Pańskiego 629)

Niniejszą uroczystość obchodziły oba Kościoły, Wschodni i Zachodni już w wieku piątym, na pamiątkę owego krzyża, który ukazał się na widnokręgu niebieskim cesarzowi Konstantynowi przed bitwą z Maksencjuszem, a zarazem na uczczenie prawdziwego krzyża Chrystusowego, znalezionego w stosie gruzów przez matkę Konstantyna, świętą Helenę. Nowego blasku dodało temu świętu inne jeszcze zdarzenie.

Chosroes II, potężny władca Persji i zawzięty wróg chrześcijan, wtargnął był w roku 614 do wschodnich dzierżaw cesarstwa rzymskiego. Gdy jedna z jego hord zajęła Palestynę, żydzi podnieśli triumfalny okrzyk, ciesząc się, że teraz nadeszła pora zemsty na chrześcijanach, i połączyli się ze zwycięzcą. Jerozolimę wzięto szturmem, po czym dokonano strasznej rzezi. Skarby kościelne i krzyż święty zabrali najezdnicy, jako też uprowadzili do Persji wielu jeńców wraz z Zachariaszem patriarchą, których zamknęli w silnej twierdzy. Spodziewając się sowitego okupu za świętą relikwię, zamknęli ją w srebrnej skrzyni i opieczętowali w obecności Zachariasza pieczęcią patriarchy, aby usunąć wszelkie wątpliwości co do jej prawdziwości. Druga część wojska dotarła aż do Chalcedonu w pobliżu Konstantynopola. Starał się wprawdzie Herakliusz wszelkimi siłami zawrzeć pokój, ale Chosroes odpowiedział z szatańską dumą: "Dopóty nie możecie się spodziewać pokoju, dopóki będziecie uważać ukrzyżowanego człowieka za Boga i nie uczcicie słońca".

Już myślał Herakliusz o opuszczeniu stolicy i ucieczce do Afryki, lecz patriarcha carogrodzki Sergiusz oparł się temu, zachęcił go do ufności w Bogu i zawiódłszy go przed wielki ołtarz kościoła św. Zofii, odebrał od niego przysięgę, że żyć i umierać będzie za wiarę wraz z całym narodem; nadto ofiarował mu wszystkie skarby kościelne na dalsze prowadzenie wojny. Stąd dziwny nastąpił powrót: Herakliusz stanął na czele wojska i natarł na wroga, a odzyskując jedną prowincję po drugiej, wtargnął do Persji i dopiero wtedy zawarł pokój z synem Chosroesa, który zamordował swego okrutnego ojca. Pierwszym warunkiem pokoju było zwrócenie krzyża świętego, a gdy Herakliusz odbywał triumfalny wjazd do Carogrodu, krzyż ten niesiono przed nim.

Wiosną następnego roku (629) wybrał się Herakliusz z świętym orszakiem do Jerozolimy, aby tam krzyż umieścić i podziękować Wszechmocnemu za odniesione zwycięstwa. We wspaniałej procesji zaniesiono drogocenną relikwię na dawniejsze miejsce, tj. do kościoła grobu Jezusowego na górze kalwaryjskiej. Sam cesarz zastrzegł sobie zaszczyt dźwigania krzyża na własnych barkach. Gdy procesja wśród odgłosu muzyki i śpiewu nabożnych pieśni doszła do bramy, położnej naprzeciw Golgoty, cesarz ani krokiem dalej postąpić nie mógł i zdawało się, jakoby niewidzialna ręka przykuła go do miejsca. Wszystkich zdjął niezmierny przestrach, ale patriarcha Zachariasz, spojrzawszy w niebo, jakby z wyższego natchnienia tak się odezwał do cesarza: "Zważ, Herakliuszu, czy podobny jesteś do Boskiego Zbawiciela, który tą samą drogą dźwigał krzyż w ubóstwie i pokorze? Płaszcz twój cesarski jaśnieje od złota, pereł i drogich kamieni, a Jezus Chrystus był ubożuchno przybrany; na głowie twej połyskuje drogocenna korona, a głowę Chrystusa ranił cierniowy wieniec; ty masz obuwie na nogach, a Pan Jezus szedł boso!" Na te słowa cesarz niezwłocznie zdjął ozdobne szaty i przywdział ubogą siermięgę, po czym swobodnie z krzyżem na plecach ruszył w dalszy pochód.

Nauka moralna

W jakiej: czci było u chrześcijan drzewo Krwią Pańską oblane, na którym rozpięte było zbawienie nasze, możemy poznać z tego, że wszystek Kościół smucił się z jego zabrania, jako z wielkiej zguby, a z odzyskania jego tak bardzo się radował, że tego wesela chciał mieć wieczną pamiątkę. Jest to bowiem drzewo, które daje moc do pokonania złych żądz, iż wierni, patrząc na Tego, który na nim cierpiał, w każdym ucisku świata tego mogą mieć słodkość i ochłodę. Jeżeli owa laska Aronowa, która była zakwitła, w wielkiej była czci chowana, daleko więcej godne czci jest to drzewo, na którym się nam wiosna błogosławieństwa naszego wróciła, na którym kwiat zbawienia naszego zakwitnął.

Krzyż Chrystusowy zwyciężył wszystkie przeszkody. Cała moc piekielna złączyła się, aby zniszczyć religię Krzyża, ale nawet najgwałtowniejsze prześladowania nie zdołały wstrzymać jej pochodu - przeciwnie, przyczyniły się tylko do jej rozwoju. Ponieważ Chrystus jest Bogiem, więc Jego wiary żadna nieprzyjazna moc nie może zniszczyć; i jak wówczas, tak i zawsze będzie ona triumfować nad wszystkimi nieprzyjaciółmi swymi.

Pamiętajmy również, że jak Krzyż Chrystusowy zwycięsko opiera się wszelkim prześladowaniom, tak ma i w nas panować; pod jego znakiem mamy zwyciężać nad wszelkimi pożądliwościami, zwalczać i pokonywać grzech. Starajmy się więc pilnym rozmyślaniem krzyża wzbudzić w sercach naszych ducha ukrzyżowanego Zbawiciela, a w krzyżu odniesiemy całkowite zwycięstwo nad sobą.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, któryś za mnie biednego grzesznika dźwigał brzemię ciężkiego krzyża, racz mi udzielić tyle siły, abym za Twym Boskim przykładem nauczył się dźwigać z radością i ochotą krzyż doświadczeń, smutków i utrapień, jakie na mnie zesłać zechcesz, i tym sposobem stał się podobnym Tobie, a tym samym łaskę Twą pozyskał. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. Amen.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku - Katowice/Mikołów 1937r.

góra

* * *

.

Wywyższony Krzyż

Ks. Jacek Molka

Czyż można wyobrazić sobie chrześcijaństwo bez drzewa Krzyża, na którym umarł Jezus z Nazaretu? Nie jest to z pewnością możliwe. Krzyż stał się znakiem rozpoznawczym tych wszystkich, którzy uwierzyli w zmartwychwstałego Chrystusa. Dlatego też to rzymskie narzędzie niewyobrażalnej męki i w konsekwencji śmierci od początku było w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich darzone szczególnym szacunkiem i czcią.

Pięknie w ten ciąg tradycji związanych z Krzyżem wpisuje się święto Podwyższenia Krzyża Świętego, które obchodzimy w Kościele katolickim 14 września. Genezy tego święta należy szukać już w IV wieku. Wtedy właśnie św. Helena, matka cesarza Konstantyna Wielkiego, miała odnaleźć tę najstarszą relikwię chrześcijaństwa. Na górze Kalwarii zaś powstały dwie połączone ze sobą i niezwykle okazałe bazyliki Świętego Krzyża oraz Zmartwychwstania Pańskiego.

Wspólnota kościelna widzi w Krzyżu ołtarz, na którym dokonało się zbawienie świata w Jezusie Synu Bożym. To zaś pogańskie narzędzie kaźni przemieniło się w symbol heroicznej miłości i poświęcenia. Natomiast znak krzyża, który codziennie czynimy, stał się niejako pierwszym chrześcijańskim credo. Wypowiadane przy nim słowa wyrażają bowiem istotę naszej wiary w Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

Krzyże umieszcza się w centralnych i najważniejszych zarazem miejscach świątyń, w domach, przy drogach, na szatach liturgicznych i nosi się je na piersiach. Symbolizują one naszą przynależność do Chrystusa. Wielkim teologiem i czcicielem Krzyża jest św. Paweł Apostoł, który w swoich pismach bardzo często nawiązuje do tego znaku chrześcijańskiej nadziei (por. np. Ga 2,19; 6,14nn; 1Kor 2,2 i Kol 2,14). O jego roli i znaczeniu piszą też pisarze starożytności kościelnej (np. Tertulian czy św. Hieronim). Centralne miejsce zajmuje on również w życiu świętych.

Jezus Chrystus w swoim Krzyżu chce nas do siebie przyciągnąć (por. J 12,32). My zaś, Jego wierni uczniowie i naśladowcy, razem z Apostołem Narodów chlubimy się Krzyżem naszego Pana (por. Ga 6,14). Głęboko wierzymy, że w tym znaku tkwi nadzieja naszej prawdziwej wolności i mocy, która daje siłę do zmagania się z trudami codzienności. Dzięki Krzyżowi i nauce z niego płynącej wiemy, że cierpienie i ból mają sens. Krzyż bowiem wiedzie ku wywyższeniu i zmartwychwstaniu, czyli życiu wiecznemu w Bogu.

Tygodnik "niedziela" Nr 37 - 10września 2006r.

góra

* * *

.

W rytmie życia Kościoła

Krzyż

Bogusław Jasiński

Co można jeszcze napisać o znaku krzyża? I jak? Jest tak ciężki od znaczeń, że intelektualnie nie da się udźwignąć - w żadnej mierze ogarnąć jednym i wyczerpującym spojrzeniem. Dlaczego zatem w ogóle z nim się mierzyć? Bo nie można inaczej, albowiem jest podstawowym i najprostszym znakiem wiary. To pierwszy krok na jej drodze. A wykonać go trzeba zawsze po swojemu i na własny rachunek - czyli osobiście.

Jak zatem rozumieć krzyż? Czy mówimy tu o jakiejś metaforze lub symbolu? Ani o jednym, ani o drugim nie można tu mówić, bo to przecież nie jest poetyka. Krzyż jest jak najbardziej dosłowny, a nie poetycki. On wszelką estetykę po prostu rozsadza i nie da się ogarnąć żadnym słowem literackim, bo znaczy o wiele więcej.

Graziako

Bo w istocie są to dwie najpospolitsze deski zbite w poprzek, albo raczej bale drewniane - chropawe, spękane, byle jakie i same w sobie nic nie znaczą. Tylko są. I być może nigdy by nie znaczyły więcej niż prymitywna forma mordowania ludzi, gdyby nie wydarzenia sprzed około dwóch tysięcy lat, kiedy to ludzie postanowili w ten właśnie prymitywny i okrutny sposób przybić do niego - wcześniej bezlitośnie skatowanego - człowieka, który uważał się za Boga. To tu zaczęła się droga znaczeń i symboli. No i wreszcie znak krzyża, którym rozpoczynamy i kończymy każdą modlitwę.

W imię Ojca...

Zaczynamy bezpośrednio od zwrócenia się "do Ojca". To jest naprawdę samo w sobie bardzo zastanawiające: skąd ta "ojcowska" relacja? A jest ona przecież z natury swej ciepła, bliska, osobista, zawsze indywidualna. I tak zaczynam. Czy to wymyśliłem? Nie, tak nas nauczył Ten, którego nie chcieliśmy wpuścić do naszego świata. A zatem na samym początku zwracamy się symbolicznie "ku górze" - bo On jest wywyższony i nie możemy Go sprowadzić do poziomu li tylko życia. Czynię tak dlatego, gdyż to On życie moje ma uzasadnić, nadać mu sens i wartość. Tego oczekuję. I dlatego: Jego samego życiem tym nie uzasadniam. Mylili się i Feuerbach, i Steiner, a potem Marks i Engels, pisząc, jak to człowiek sam z siebie niejako stwarza swoich bogów. Nie, takiego wynikania tu nie ma. Pomiędzy życiem jako takim a Nim samym jest przepaść sensu, a przez nią nie można ot, tak sobie przejść, lecz tylko przeskoczyć - to jest skok w wiarę. To jest wiara. A jak jest na odwrót. Spójrzmy na wynikanie w odwrotnym kierunku, czyli od Niego ku życiu. Ta droga jest tak żywa, jak żywa jest wiara. To wynikanie istnieje, bo wierzę i dlatego życiu nadaję sens. Mamy tu zatem zawsze relację niesymetryczną - On zawsze, niejako z definicji, daje więcej. Nawet więcej niż możemy wziąć. A na samym początku tej drogi jest skok w wiarę, czyli - jak u Marcela - w tajemnicę. To dobre określenie: skok... Bo tu nie ma żadnego rozumowego czy też intelektualnego uzasadnienia. To jest poza jakąkolwiek racją, w ogóle poza czymkolwiek dotąd znanym. Być może jest to jednak dar, ale taki, który zakłada wcześniejsze otwarcie się na niego. Czyli wyjście poza siebie, poza własne Ja - człowiecze, życiowe, powszednie. Generalnie mówimy tu po prostu o otwarciu się na wertykalną oś wartości, tę właśnie zwróconą "ku górze".

... i Syna...

I wobec tego konsekwentnie z tą osią wartości i sensu mówię głośno o tym, że zwracam się także do "Syna", który został posłany przez "Ojca", by spiąć niebo z ziemią. Podążam za ruchem swojej dłoni - "w dół". I znowu rzecz niewyobrażalna w żadnych kategoriach - ani filozoficznych, ani estetycznych, ani w ogóle naszych "życiowych". On posyła kogoś najbliższego, własnego Syna... Dlaczego? Spróbujmy tylko głęboko "przeżyć" to pytanie i nie zadowalajmy się prostymi odpowiedziami. Syn zstępuje ku życiu po to, by pokazać jego nieabsolutność, ułomność, w gruncie rzeczy względność, by wziąć je w nawias i odsłonić wymiar, który z niego samego wcale nie wynika - właśnie ów wymiar wertykalny. Zastanówmy się raz jeszcze nad tym wcale nieoczywistym faktem: to, co ja zrobiłem (wcale niedoskonale) w swoim jednostkowym przypadku, tzn. rzuciłem się w wiarę, bez żadnego oparcia i przygotowania racjonalnego, ba, odrzucając jednym ruchem wszelkie oparcia, a przyjmując bezgranicznie ufność w Niego, otóż On-Syn, przez Niego posłany, chce, rzekłbym, w wymiarze globalnym, świat cały pchnąć w otchłań Tajemnicy. To rzeczywiście jest szalone i dlatego nie mogli Go zrozumieć, bo wszak bezlitośnie obnażał całą logikę tego świata i odsyłał bez kompromisów do logiki innej - logiki wiary. Nie, nie mogli tego zaakceptować i dlatego wysłali Go na krzyż. To rzeczywiście było poza ich rozumem, tego nie dało się rozumem samym objąć. I dlatego wykluczyli Go z tego świata.

... i Ducha Świętego.

I teraz dopiero zostaje przywołane "imię Ducha Świętego". I jednocześnie - symbolicznie poprzez gest dłoni - odsyła nas ono do linii horyzontalnej, która zarazem wyznacza przecież życie nasze. A zatem choć ludziom się wydawało, że Go wykluczyli z porządku tego świata, On pozostał w swoim Kościele, umacniany mocą Ducha Świętego, jako "z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru" - jak znajdujemy w Piśmie Świętym (Dz 2,2). Jest pośród nas, przechodzi tuż obok, ale nie manifestuje swojej obecności jawnie. Tak wszak działa Duch Święty dla tych, co nadziei nie stracili. A działanie to jest dyskretne, nienarzucające się - stanowi jakby rękę zawsze ku nam wyciągniętą. Kto zaś się odwraca, ginie jak Judasz Iskariota, albowiem zasznurowuje się we własną samotność, pogrąża się we własnym bólu, hołubiąc go niejako... A tymczasem ów delikatny "szmer łagodnego powiewu" drąży i przenika dyskretnie całą linię życia, wszystkie jego zdarzenia i fakty, wzloty i upadki, wszystkie jego przejawy. I oto okazuje się, że materia tego życia nie jest bynajmniej ani tak szczelna, jak by mogło się wydawać naszemu dumnemu rozumowi, ani tak całkowicie izolowana, jak samowystarczalna monada. Bóg nas nie opuszcza - nawet wtedy, gdy niczego już nie widzimy oprócz samych siebie. I dlatego...

Amen.

... wypowiadamy "amen" zarazem jako zgodę na to wszystko, jak i potwierdzenie dla nas samych, że tak właśnie jest. Dokładnie teraz, w tej chwili, kiedy to mówię. Ale też od razu rodzi się we mnie wielkie pytanie: Czy przypadkiem tego wszystkiego po prostu nie wymyślam? To znaczy, czy to wszystko, co napisałem na temat figury i symbolu krzyża, nie jest czasami płodem mojej wyobraźni? Albo precyzyjniej - czy po prostu nie jest jakąś formą, wizją, tworem mojej wyobraźni, czymś, co nakładam niczym kantowską formę aprioryczną na rzeczywistość? Po co? - Chociażby po to, aby tę właśnie rzeczywistość jakoś uporządkować, jeszcze raz spróbować nadać jej sens! Tak, to wielka pokusa, która w tym pytaniu tkwi. Pokusa wycofania się z tego, co napisałem, na bezpieczne pozycje mojego rozumu. Zawsze sprawdzalnego... Ale przecież już wyżej pisząc o relacji: życie - Bóg, mówiłem o jej niesymetryczności. A zatem, i to teraz jest oczywiste, jest dokładnie na odwrót, niż sugeruje to pytanie przed chwilą postawione - a mianowicie: figurę krzyża odczytuję z samej rzeczywistości. Wyprowadzam ją - niejako indukcyjnie - na mocy mojej logiki wiary, z samego życia właśnie. A więc niczego i nikomu, w tym samemu sobie, nie narzucam z góry. Niczego też nie zakładam, nie konstruuję na mocy wcześniej przyjętego założenia odpowiednich przesłanek. Ba, ja w zasadzie nie rozumuję, ja odkrywam! Pochylam się uważnie, by lepiej rozumieć. Krzyż po prostu odczytuję z porządku tego świata. Dopiero teraz zaczynam rozumieć. Ale zawsze jest to osobiste i na własny rachunek czynione. Bo dotyka mojej najgłębszej prywatności. Ta droga musi być indywidualna. I znowu wracam do samego początku, czyli do osobowej relacji z Bogiem - i tu jest też ów skok w wiarę. Bo inaczej naprawdę się nie da. Usuwam wszystkie życiowe "podpórki", intelektualne protezy, pozbywam się jakiejkolwiek asekuracji - jestem szalony? Nie, moja wiara zakłada po prostu całkowite oddanie się - to jest proste i jednoznaczne (w mojej książce Tezy o ethosofii ten proces, oczywiście, w planie filozoficznym, nazwałem redukcją ethosoficzną).

* * *

Powyższa interpretacja znaku krzyża wynika poniekąd ze stanowiska filozoficznego samego autora i dlatego nie może pretendować do jakiejś wykładni ogólnej. Niemniej jednak, jeśli tylko pozwoli głębiej zastanowić się nad tym podstawowym krokiem wiary, a także kształtem wiary jako takiej, to tekst ten - w opinii piszącego te słowa - nie pójdzie na marne.

Autor jest doktorem filozofii, autorem kilkunastu książek z zakresu filozofii i estetyki, laureatem nagrody ministerialnej I stopnia im. St. Wyspiańskiego, członkiem stowarzyszeń naukowych i artystycznych w kraju i za granicą.

Tygodnik "niedziela" Nr 37 - 10września 2006r.

góra

C.D.